Blog

Umiejętności czy przypadek?

Autor: Jan Ros
Dodatkowe informacje: Tekst niniejszy ukazał się w Przeglądzie Szkoleniowym Gazety Prawnej Nr 214 (1323) wtorek 02 listopada 2004 r.

Na każdym kroku spotykamy się z trudnościami w odróżnieniu umiejętności od przypadku. Cały niemal postęp wiedzy naukowej oparty jest na poszukiwaniu, a następnie opisywaniu zależności przyczynowo-skutkowych.

Na przykład Flemming odkrył penicylinę, ponieważ zastanawiał się, co spowodowało ograniczenie wzrostu bakterii hodowanych przez niego na specjalnej pożywce. Doszedł do wniosku, że to pleśń odpowiedzialna jest

za zahamowanie rozwoju chorobotwórczych drobnoustrojów. Tak powstał podstawowy teraz składnik leków. Podobnych przykładów można mnożyć tysiące. Tak bardzo przyzwyczailiśmy się, że każde zjawisko powinno mieć obserwowalną przyczynę, że nie wyobrażamy sobie innego wytłumaczenia zachodzących zdarzeń. Co więcej, powszechnie uznajemy, że ludzie swoje sukcesy zawdzięczają własnym zdolnościom czy pracowitości, a porażki spowodowane są ich brakiem.

Ale nawet wtedy, gdy analizujemy zjawiska, które mają wybitnie przyczynowo-skutkowy charakter, popełniamy liczne błędy. Zdarzenie wcześniejsze często bezpodstawnie uznajemy za przyczynę zdarzenia późniejszego. Na przykład, jeśli złapiemy grypę, a wcześniej graliśmy w tenisa, zmęczenie grą upatrujemy jako okoliczność sprzyjającą infekcji. Innym razem usilnie odnajdujemy fikcyjne korelacje, przykładem takiej korelacji jest zależność wielkości pożaru od liczby wozów strażackich biorących udział w akcji ratunkowej. Im więcej strażaków przyjeżdża gasić pożar, tym jest on większy?

Prawdziwe kłopoty zaczynają się jednak wtedy, gdy mamy do czynienia ze zdarzeniami losowymi. Ewolucja słabo przystosowała nas do poprawnej percepcji tego typu przypadków. Nie chcemy więc uwierzyć w losowość i konsekwentnie poszukujemy jakichkolwiek zależności. Jeśli nie możemy ich znaleźć w sposób racjonalny, wpadamy w przesądy lub odnajdujemy trendy, których w rzeczywistości nie ma.

Przykłady? Proszę odwiedzić niemal dowolny portal zajmujący się analizą rynku walutowego. Komentatorzy za wszelką cenę starają się przypisać wydarzenia z otaczającego nas świata do obserwowanych zmian kursów walut i niestrudzenie prognozują kontynuację bądź odwrócenie trendu.

W dobie wszechobecnych komputerów analiza danych jest oczywiście łatwiejsza niż kilkadziesiąt lat temu, co nie znaczy, że zastosowanie maszyn elektronicznych chroni nas przed popełnianiem błędów. Jeśli wyobrazimy sobie, że zaprzęgliśmy nowoczesny program komputerowy, pracujący na szybkiej maszynie do analizy danych historycznych notowań giełdowych za ostatnie kilkadziesiąt lat, to po jakimś czasie program ów da nam optymalną strategię inwestycyjną na zadany okres z przeszłości. Podpowie, przy jakich poziomach cen należało kupować, a przy jakich sprzedawać. Czy oznacza to, że znaleźliśmy użyteczne narzędzie inwestycyjne? Niestety, nie. Otóż, analizując historyczne notowania cen akcji, bez większego problemu można znaleźć optymalną strategię inwestycyjną, która przyniosłaby astronomicznie wysoką stopę zwrotu, gdyby tylko była stosowana w przeszłości.

Gdy pełni nadziei odkrywcy nowych, „optymalnych” narzędzi inwestycyjnych przystępują do zastosowania opracowanej przez siebie strategii, okazuje się zazwyczaj, że strategia taka działa jedynie w stosunku do przeszłych notowań i niestety nie pozwala na osiągnięcie ponad przeciętnej stopy zwrotu w przyszłości.

Podobnie jest z przeszukiwaniem ogromnych baz danych w celu znalezienia zależności między nimi. Jeśli analizowany zbiór danych jest wystarczająco duży, zawsze odnajdziemy jakieś korelacje, które jednak nie muszą wykazywać się stabilnością w czasie, często są zupełnie losowe, a przez to bywają bezużyteczne w praktyce.

Ostatnim problemem, na jaki chcielibyśmy zwrócić uwagę jest tak zwana pułapka przetrwania. Jeśli analizujemy jakiś zbiór danych, warto sprawdzić, czy zawiera on wszystkie dane początkowe, czy też wyeliminowane zostały te przypadki, które nie miały kontynuacji w czasie. Badając stopy zwrotu z rynku papierów wartościowych należy pamiętać o przedsiębiorstwach, które przestały istnieć (na przykład zbankrutowały w analizowanym przez nas okresie). Innymi słowy, to, że wszyscy milionerzy byli ciężko pracującymi ludźmi o dużej skłonności do ryzyka, nie oznacza, iż jest to warunek wystarczający do osiągnięcia sukcesu. Zapewne zdarza się mnóstwo ludzi, skorych do ciężkiej pracy i do ponoszenia ryzyka, którzy jednak bankrutują i nie są uwzględniani w popularnych analizach typu „jak odnieść spektakularny sukces”.

Wiele osób zatrudnionych na rynkach finansowych z kilku powodów musi stosować techniki obarczone niektórymi z powyżej wspomnianych usterek. Jakie są tego przyczyny? Po pierwsze, nie znamy takich metod, które wolne są od wszelkich wad. Po drugie, klienci oczekują od ekspertów predykcji. Jeśli ktoś rozsądnie odpowie, że rynek jest niemal nieprzewidywalny, klienci znajdą innych specjalistów, którzy o tym drobiazgu nie wspomną.

Tak więc rynek i jego analiza rządzą się swoimi własnymi praktycznymi zasadami. Jak powiada stara historia z Wall Street, był tam onegdaj pewien młody makler, który, obserwując rynek konsekwentnie podbijający cenę puszki sardynek z 1 do 100 dolarów, zakupił ja właśnie po takiej cenie. Po dokonaniu transakcji otworzył puszkę i ku swojemu zdziwieniu odkrył, że są w niej zwykłe sardynki. Gdy zaczął narzekać, starsi koledzy uświadomili go w ten sposób: „głupcze, to były sardynki do handlowania, nie do jedzenia”.

podziel się na:

ZAPISZ SIĘ
NA STUDIA PODYPLOMOWE

„Psychologia Biznesu dla Menedżerów”
W AKADEMII LEONA KOŹMIŃSKIEGO W WARSZAWIE
START
MARZEC 2023

polecane książki:

SZUKAJ NA BLOGU: