Blog

Przedsiębiorczość lekiem na bezrobocie

Autor: Tadeusz Tyszka
Dodatkowe informacje: Tekst niniejszy ukazał się w Gazecie Prawnej 9 czerwca 2005 r.

Jeszcze w latach 30-ych dwudziestego wieku prof. Jahoda prowadziła badania w małej austriackiej wiosce Marienthal dręczonej największym w Austrii bezrobociem. Wśród członków rodzin dotkniętych tym nieszczęściem ustaliła długą listę negatywnych konsekwencji bezrobocia. Oczywistą konsekwencją były braki materialne takich rodzin. Ale ponadto zaobserwowano m.in.:

Bezrobocie

  • znaczące pogorszenie dobrostanu fizycznego – osoby dotknięte bezrobociem skarżyły się na liczne dolegliwości fizyczne;
  • pogorszenie samopoczucia psychicznego – osoby dotknięte bezrobociem narzekały na złe samopoczucie;
  • apatię – osoby dotknięte bezrobociem przejawiały brak zapału do podejmowania różnorodnej aktywności;
  • zmniejszenie zainteresowań społecznych – w szczególności osoby dotknięte bezrobociem przejawiały brak zainteresowania sprawami społecznymi;
  • a nawet zmniejszenie aktywności politycznej – osoby dotknięte bezrobociem nie wykazywały zainteresowań sprawami politycznymi.

Od tamtego czasu w większości rozwiniętych ekonomicznie krajów bardzo wzrosły świadczenia społeczne i różne formy opieki nad bezrobotnymi. Toteż prof. Jahoda zdecydowała się powtórzyć swoje badania na bezrobotnych na początku lat osiemdziesiątych. Okazało się, że opisane wcześniej symptomy po pięćdziesięciu latach pozostały w zasadzie niezmienione. Można to zinterpretować, że zwiększenie świadczeń dla bezrobotnych, jakie nastąpiło w rozwiniętych ekonomicznie krajach, nie poprawiła w sposób istotny dobrostanu bezrobotnych. Nie oznacza to naturalnie, że nie ma znaczenia, czy państwo coś robi dla bezrobotnych, czy nie. Oznacza natomiast, że dostarczane bezrobotnym świadczenia nie rozwiązują ich podstawowych problemów.

Według popartej dowodami teorii praca stanowi w życiu jednostki bardzo ważny element i dostarcza jednostce licznych i różnorodnych satysfakcji. Praca poza pieniędzmi przynosi takie skutki jak: wypełnienie dnia, stwarzanie okazji do kontaktów społecznych, możliwość samorealizacji itp. Owe skutki są co najmniej równie ważne w pracy jak zarabiane pieniądze. Praca stanowi wręcz element rozwojowy jednostki. Jej brak prowadzi do rozwojowego deficytu, hamuje przejście jednostki do dorosłości.

Przedsiębiorczość

Naturalną alternatywą dla bezrobocia jest przedsiębiorczość. Działalność przedsiębiorczą mogą podejmować sami bezrobotni, albo mogą ją podejmować inni, którzy zatrudniają bezrobotnych. Tak jak istnieje (naszkicowany wyżej) psychologiczny obraz bezrobotnego, tak psychologowie próbują też opisać psychologiczną sylwetkę przedsiębiorcy. Badania na ten temat realizuje m.in. zespół psychologów w kierowanym przeze mnie Centrum. Będzie zapewne okazja napisać nieco obszerniej o wynikach tych badań. Na początek jednak kilka spostrzeżeń ogólnych.

Przedsiębiorcy z konieczności podejmują ryzyko – na ogół dosyć duże ryzyko. Wyrazem tego jest m.in. to, że w licznych przypadkach otrzymywane zyski nie równoważą poniesionych przez przedsiębiorcę kosztów. Całkiem spory procent świeżo otwieranych interesów upada. Dla różnych okresów i branż statystyki wypadają różnie, ale tak czy owak, są one znacznie wyższe niż się ludziom potocznie wydaje. Dlaczego mimo to są zawsze istnieją chętni do podejmowania wyzwań? Powody są różne. Niektórzy ludzie nie lubią, żeby w pracy ktoś nimi zarządzał (nie lubią mieć szefa). Niektórzy lubią wyzwania. W języku psychologii mówi się, że mają wysoką motywację osiągnięć. Jak napisał kiedyś wybitny psycholog amerykański William James:

„Współzawodnictwo lub rywalizacja, bardzo silny instynkt, szczególnie rozpowszechniony, a przynajmniej szczególnie niezamaskowany, wśród małych dzieci. Każdy go zna. Dziewięć dziesiątych dokonań tego świata stało się przez niego. Wszyscy wiemy, że jeżeli nie my podejmiemy się danego zadania, to wykona go ktoś inny i on zdobędzie uznanie. Więc my je wykonujemy. Ma on niewiele wspólnego z sympatią, a raczej z wojowniczością…”

Niektórzy wreszcie ulegają złudzeniom: uważają, że uda im się osiągnąć coś, co się często nie udaje. Rzeczywiście, niektóre badania pokazują, że przedsiębiorcy w większym stopniu niż inni przejawiają optymistyczne przekonania. W efekcie przedsiębiorcy nierzadko przeżywają rozczarowania. Prowadzi to do interesującego paradoksu.

Osoby, które decydują się na otwieranie nowych interesów narażają się na ryzyko, które nie tylko może się skończyć źle, ale wiadomo, że w znacznym procencie przypadków kończy się źle. Można powiedzieć, że z indywidualnej perspektywy otwieranie nowych interesów jest nierzadko przedsięwzięciem mało roztropnym. Z drugiej jednak strony dla społeczeństwa ów brak roztropności niektórych jednostek (przedsiębiorców) jest błogosławieństwem. Społeczeństwo robi na nich bardzo dobry interes: gdy się im powiedzie, to zyskuje – m.in. redukując bezrobocie – a gdy się im nie powiedzie, to nic nie traci, bo tracą przedsiębiorcy. Społeczeństwa, które to rozumieją starają się zachęcać przedsiębiorców do podejmowania owego ryzyka, oferując im poza pieniędzmi takie nagrody jak: prestiż, wysoki status społeczny – nawet wtedy, gdy przedsięwzięcie się nie powiodło (bankructwo), ale naturalnie nie wtedy, gdy przedsiębiorca starał się okraść społeczeństwo.

podziel się na:

ZAPISZ SIĘ
NA STUDIA PODYPLOMOWE

„Psychologia Biznesu dla Menedżerów”
W AKADEMII LEONA KOŹMIŃSKIEGO W WARSZAWIE
START
MARZEC 2022

polecane książki:

SZUKAJ NA BLOGU: