Blog

Ile kosztują emocje?

Autor: Tomasz Zaleśkiewicz
Dodatkowe informacje: Tekst niniejszy ukazał się w Gazecie Prawnej Nr 78 (1443) czwartek 21 kwietnia 2005 r.

Gdyby w 1925 roku, w Stanach Zjednoczonych, ktoś zainwestował 1000 dolarów w bony skarbowe, po 70 latach ta inwestycja byłaby warta 12 720 dolarów. Suma nie wydaje się nadzwyczajnie atrakcyjna, ale cóż, ostrożność kosztuje. Co by się zatem stało, gdyby ktoś inny, także w Stanach Zjednoczonych, także w 1925 roku wydał 1000 dolarów, ale na zakup akcji? Otóż okazuje się, że po upływie 70 lat jej/jego portfel byłby wart 842 000 dolarów!

Długoterminowa lokata w akcje okazała się zatem kilkadziesiąt razy bardziej opłacalna od lokaty w bony skarbowe (dokładnie – lokata w akcje była 66 razy bardziej opłacalna). Jak na dłoni widać, że podejmowanie ryzyka finansowego, nierozłącznie związane z narażaniem się na straty, wynagradza tych,którzy się go nie boją. A jednak specjaliści w zakresie marketingu finansowego i doradcy ekonomiczni doskonale wiedzą, że nie tak łatwo jest przekonać ludzi do tego, aby się decydowali na długoterminowe lokowanie pieniędzy w akcje. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego klienci instytucji finansowych są gotowi dobrowolnie pozbywać się przyszłych zysków? Jak dużo kosztuje nas poczucie bezpieczeństwa? Na te pytania coraz dokładniej potrafimy odpowiedzieć wykorzystując wiedzę psychologiczną. Przyjrzyjmy się bliżej niektórym odkryciom psychologów, które rzucają nowe światło na problem niechęci ludzi do oszczędzania poprzez kupowanie akcji.

Kilka lat temu amerykański psycholog i ekonomista z Uniwersytetu w Chicago – Richard Thaler – przeprowadził bardzo ciekawy eksperyment. Otóż poprosił grupę studentów biznesu, aby sobie wyobrazili, że będą obserwować zmiany kursów dwóch funduszy powierniczych, oznaczonych literami A i B. Fundusz A był w rzeczywistości bardziej ostrożnym funduszem obligacji, a fundusz B – ryzykowniejszym funduszem akcji, przy czym uczestnicy eksperymentu o tym nie wiedzieli. Wszystkich studentów podzielono na trzy grupy, z których każda otrzymywała co jakiś czas informacje o zmianach kursów obu funduszy. Różnica między grupami polegała na tym, że osoby z pierwszej grupy uzyskiwały informacje o wzrostach lub spadkach kursów w odstępach miesięcznych, osoby z drugiej grupy – w odstępach rocznych, a osoby z grupy trzeciej ? w odstępach pięcioletnich. Oczywiście, w czasie eksperymentu jeden rok był tylko rokiem wirtualnym, gdyż trwał znacznie krócej. Istota badania polegała natomiast na sprawdzeniu tak, jak na decyzje studentów wpłynie częstotliwość informowania ich o dotychczasowym radzeniu sobie przez oba fundusze na rynku kapitałowym.

Pod koniec eksperymentu następowała jego zasadnicza część. Osoby badane miały podjąć ostateczna decyzję o tym, jak podzielą swój kapitał między fundusz A i fundusz B. Jaki był wynik eksperymentu? Osoby z grupy pierwszej (informowane o kursach co miesiąc) ulokowały w funduszu akcji średnio tylko 45% swoich środków finansowych. Osoby z grupy drugiej (informowane o kursach co rok) lokowały w funduszu akcji znacznie większą część środków, bo 69%. Jednak najbardziej skłonne kupować udziały w funduszu akcji były osoby z grupy trzeciej (informowanie o kursach co pięć lat). Średni udział akcji w ich portfelach inwestycyjnych wyniósł ponad 71%. A zatem, im rzadziej dowiadujemy się o tym, co się dzieje na rynku, tym bardziej wzrasta nasza skłonność do długoterminowego inwestowania w ryzykowne akcje. Dodajmy, że w dłuższym okresie czasu jest to skłonność całkowicie racjonalna, o czym świadczą przytoczone wcześniej statystyki.

Przytoczony przed momentem wynik może się wydawać zaskakujący. Przecież wszędzie mówi się o tym, że inwestor powinien jak najczęściej uzupełniać swoją wiedzę o rynku, aby w każdej chwili mieć aktualny obraz sytuacji. Tymczasem wyniki badań psychologicznych wydają się mówić, że im rzadziej uzupełniamy naszą wiedzę, tym lepiej dla nas! Wyjaśnienia tego paradoksu należy poszukiwać w silnej awersji człowieka do ponoszenia strat. Richard Thaler, ten sam, który przeprowadził opisany wcześniej eksperyment, zaproponował, aby nadmierną ostrożność inwestorów nazywać krótkowzroczną awersją do strat. Krótkowzroczność polega na tym, że ludzie koncentrują swoją uwagę na zmianach kursów w bardzo krótkich okresach, zamiast myśleć o tym, co się stanie za kilka albo nawet za kilkanaście lat.

Każdy, kto choć raz przyglądał się giełdowym kursom z pewnością wie, że ulegają one ciągłym wahaniom. Nawet, gdy cena jakiejś spółki urosła w ciągu pięciu lat, to w międzyczasie wielokrotnie ulegała spadkom i ponownym wzrostom. Gdy jednak naszym celem jest osiągnięcie zysku po pięciu latach, to nie powinniśmy się nadmiernie przejmować tym, co się dzieje każdego tygodnia. Właśnie dlatego lepiej na jakiś czas zapomnieć o kursach akcji, które kupiliśmy z zamiarem długoterminowego oszczędzania.

Wiemy już zatem, na czym polega krótkowzroczność. Wyjaśnijmy teraz, czym jest awersja do ponoszenia strat. Już Adam Smith pisał kiedyś, że przykrość, jaką w nas wywołuje pogorszenie się naszej sytuacji finansowej jest większa od zadowolenia, które przeżywamy po poprawieniu się tej sytuacji. Innymi słowy, gdy stracimy sto złotych, to musimy zyskać znacznie więcej, aby emocjonalnie zrekompensować sobie tę stratę. Psychologowie ustalili nawet dokładnie, ile musi wynosić ten zysk. Dwaj wybitnie psychologowie – Daniel Kahneman i Amos Tversky – zadali kiedyś grupie ludzi następujące zadanie. Wyobraź sobie, że możesz zagrać w grę, w której z prawdopodobieństwem 50 procent możesz stracić 100 dolarów i z takim samym prawdopodobieństwem możesz wygrać X. Ile musi wynosić ten X, aby gra była możliwa do zaakceptowania? Racjonalną odpowiedzią wydaje się taka, że X powinno wynosić 100 dolarów. Jednak typowa kwota, jaką podawali ludzie w tej zabawie wahała się między 200 a 250 dolarów. Teraz już wiemy, jak silna jest nasza awersja do strat. Niezadowolenie z poniesienia straty jest dwukrotnie większe od zadowolenia z osiągnięcia zysku o tej samej wartości bezwzględnej. Wróćmy teraz do problemu długoterminowego inwestowania i krótkowzrocznego reagowania na chwilowe straty.

Jeśli ktoś kupił akcje z zamiarem długoterminowego oszczędzania, a następnie każdego tygodnia (albo nawet każdego dnia) dokładnie śledzi kurs tych akcji, to jest właściwie pewne, że wcześniej czy później zaobserwuje spadek (czasem nawet silny spadek) tego kursu. Spadek jest zazwyczaj chwilowy, ale nie jesteśmy w stanie go zignorować, gdyż natychmiast uruchamia się w naszym umyśle awersja do strat. Co wtedy robimy? Nierzadko wycofujemy się z inwestycji i sprzedajemy kupione wcześniej akcje, by za jakiś czas z żalem obserwować, jak kurs ponownie pnie się w górę.

Najnowsze badania psychologiczne, wykorzystujące techniki obrazowania pracy mózgu jeszcze dokładniej wyjaśniają problem krótkowzrocznej awersji do strat. Z tych badań wynika, że każda strata wywołuje bardzo silną reakcję mózgu w tych jego obszarach, które są odpowiedzialne za uruchamianie negatywnych emocji, a przede wszystkim emocji strachu. Nawet wtedy, gdy strata jest tylko wirtualna, a więc objawia się tylko poprzez spadek kursu akcji, które kiedyś kupiliśmy, to mózg także wtedy wzbudza coraz silniejsze obawy i zaczyna „zachęcać” nas do wycofania się (czyli sprzedania akcji). Dodajmy, że to wszystko się dzieje bez udziału naszej świadomości, a więc wcale nie jest tak łatwo sensownie zareagować i chłodno przeanalizować sytuację.

A gdyby tak wyłączyć w naszym mózgu emocje strachu przed ponoszeniem strat? Czy wtedy efekt krótkowzrocznej awersji przed stratami zostałby zniwelowany? W ankiecie, którą przeprowadził kiedyś jeden z moich studentów, polscy inwestorzy przyznawali się, że gdyby mogli, to chętnie zapłaciliby nawet spore pieniądze za tabletkę wyłączającą w ich mózgach emocje. Otóż okazuje się, że są ludzie, u których negatywne emocje nie uruchamiają się wtedy, gdy wszyscy inni ich doświadczają. Są to pacjenci neurologiczni, których mózgi, wskutek rozmaitych uszkodzeń, nie reagują na ponoszenie chwilowych strat. Kilku amerykańskich neuropsychologów pod kierunkiem Antoine’a Bechary, postanowiło sprawdzić, jak tacy pacjenci radzili by sobie z długoterminowym inwestowaniem pieniędzy.

W tym celu przygotowano specjalną grę finansową. Polegała ona na tym, że pacjenci 20 razy dokonywali wyboru, czy chcą zagrać w grę, w której z równym prawdopodobieństwem (wynoszącym 50 procent) można było albo wygrać półtora dolara, albo przegrać jednego. O wyniku każdej rozgrywki decydował rzut monetą. Badani mogli w dowolnym momencie zrezygnować z udziału w grze. Zauważmy, że skoro w każdej rozgrywce można było stracić dolara, to poniesieniu takiej chwilowej straty powinna towarzyszyć negatywna emocja uruchamiająca awersję wobec strat. Ale u pacjentów nie działała przecież emocja strachu, czy zatem dokonywali oni racjonalnych wyborów? Żeby to sprawdzić, autorzy badania porównali wybory pacjentów z wyborami dokonywanymi przez osoby zdrowe, dla których typowe jest doświadczanie krótkowzrocznej awersji wobec strat.

Co się okazało? Otóż tylko 37 procent zdrowych uczestników gry decydowało się inwestować dolara, po poniesieniu straty w poprzedniej rozgrywce. Tymczasem pacjenci wydawali się w ogóle nie przejmować chwilowymi porażkami. Aż 85 procent spośród nich inwestowało pieniądze nawet wtedy, gdy przed momentem ponieśli stratę. Dodajmy, że w całości gry (to znaczy po wszystkich 20 rozgrywkach) pacjenci zarobili znacznie więcej pieniędzy niż zdrowi uczestnicy eksperymentu. Emocje kosztują i to całkiem sporo, gdy inwestuje się kilka tysięcy dolarów, a nie tylko jednego!

Co zatem zrobić, aby zwiększyć racjonalność swoich decyzji w długoterminowych inwestycjach? Czy mamy się poddać operacji uszkodzenia mózgu, aby wyłączyć negatywne emocje? To oczywiście żart. Pamiętajmy, że awersja przed stratami uruchamia się zawsze wtedy, gdy obserwujemy spadające w dół kursy. Gdy zatem się decydujemy oszczędzać w dłuższym (wieloletnim) okresie, to powinniśmy się powstrzymać od ciągłego analizowania kursów i bezustannego rozważania, czy lepiej się nie wycofać z inwestycji. Warto też przeanalizować przeszłe zachowanie interesujących nas akcji w długich i krótkich okresach, sprawdzając, czy przeżywały one silne chwilowe wahania kursu. To także ważna wskazówka dla doradców inwestycyjnych, którzy powinni przygotowywać informacje o inwestycjach w taki sposób, aby pokazać różnicę między krótko- i długoterminową zyskownością papierów wartościowych.

podziel się na:

ZAPISZ SIĘ
NA STUDIA PODYPLOMOWE

„Psychologia Biznesu dla Menedżerów”
W AKADEMII LEONA KOŹMIŃSKIEGO W WARSZAWIE
START
MARZEC 2022

polecane książki:

SZUKAJ NA BLOGU: